nr 18 · wrzesień - październik 2026 PDF Co teraz!?
Rozmowa

Co było pierwsze? Kalevala czy Muminki?

Historia zaczęła się od jajka złożonego na kolanie Ilmatar, fińskiej bogini powietrza. Tak według „Kalevali” powstał świat. Z Hanną Ruszczyńską, finlandystką i współorganizatorką Festiwalu Kalevali, rozmawia Diana Lenart.

Historia zaczęła się od jajka złożonego na kolanie Ilmatar – fińskiej bogini powietrza. Tak według „Kalevali” powstał świat. Kiedy skorupka pękła, z jej części powstały niebo i ziemia, z żółtka słońce, z białka księżyc, a z drobnych odłamków – gwiazdy. Hannie Ruszczyńskiej zajęłam sporo czasu, bo każde pytanie o „Kalevalę” rodzi kolejne. Przepraszam, że prawie nie zapytałam o Festiwal Kalevali, choć właściwie po to się spotkałyśmy. Polecam wsiąknąć w świat fińskich legend. Możliwe, że już się z niego nie wychodzi.

Co z dawnych wierzeń zostało w Finlandii do dziś?

Finowie są ludem ugrofińskim, który przywędrował na tereny dzisiejszej Finlandii z okolic Uralu i przyniósł własne wierzenia. Przez stulecia funkcjonowały one wyłącznie w przekazie ustnym. Dopiero w XIX wieku Elias Lönnrot, w czasie licznych wypraw, spisał pieśni i opowieści ludowe, nadając im formę narodowego eposu – „Kalevali”.

To historia jak z filmu. Jeden człowiek chodzi od wioski do wioski i zbiera pamięć całego narodu.

Trochę tak było, ale nie zrobił tego sam. Gdyby nie ludowi śpiewacy i śpiewaczki, którzy przez pokolenia przechowywali te pieśni w pamięci, Lönnrot nie miałby czego spisywać. Ogromną rolę w przekazywaniu legend „Kalevali” miały kobiety. Zazwyczaj niepiśmienne, śpiewały Lönnrotowi opowieści.

Twierdzisz, że „Kalevalę” świetnie się czyta.

Tak, bo to opowieść o narodzinach świata, bohaterach, przygodach. Jednym z najważniejszych wątków jest wyprawa po Sampo – mityczny młynek ukryty na dalekiej północy. Korzenie tych historii sięgają okolic Uralu, dlatego wydają się odległe, a jednocześnie opowiadają o sprawach bliskich każdemu człowiekowi.

Mam wrażenie, że w Finlandii te dawne opowieści wciąż żyją.

Bo „Kalevala” jest dla Finów czymś więcej niż zbiorem legend. To źródło ich tożsamości i nieustającej inspiracji. Co ważne, nikt nie wraca do niej z obowiązku. Twórcy robią to z własnej potrzeby.

Finlandia kojarzy się z nowoczesnością i świetnym designem, ale mam wrażenie, że nigdy nie zapomniała, skąd wyrasta.

Korzenie „Kalevali” tkwią przede wszystkim w Karelii, gdzie dawna kultura zachowała się najdłużej. Stare wierzenia nie zniknęły wraz z chrześcijaństwem, lecz zaczęły z nim współistnieć. Do dziś ich ślady odnajdziemy choćby podczas Juhannus – święta letniego przesilenia, kiedy rozpala się ogniska i celebruje bliskość natury.

O Nocy Świętojańskiej dowiedziałam się z „Muminków”. Pojawiał się tam Paszczak w roli policjanta! A w Polsce do celebracji tej nocy wraz z ludowymi obrzędami wraca się dopiero teraz.

To możliwe. W obu kulturach odnajdujemy wiele podobnych motywów – kult natury, drzewo świata czy obrzędy związane z przesileniem letnim. Nawet najważniejsi bogowie są do siebie podobni. U Słowian był to Perun, w Finlandii – Ukko, władca piorunów i opiekun urodzaju.

To jest świetny materiał na serial fantasy.

I chyba dlatego tak dobrze trafia również do współczesnych czytelników. Jednym z jej najważniejszych bohaterów jest Väinämöinen – tietäjä, czyli mędrzec, uzdrowiciel i strażnik wiedzy. Nie zwycięża siłą, lecz słowem, muzyką i zaklęciami. To właśnie z nim związane jest kantele – narodowy instrument Finów. W „Kalevali” muzyka ma moc równie wielką jak miecz.

Po co nam dzisiaj epos?

Przede wszystkim uczy patrzeć na świat oczami ludzi, którzy żyli setki lat temu, a jednocześnie zadawali sobie bardzo podobne pytania. Zachęcają do poznawania własnych korzeni i tradycji innych narodów. Dzięki temu odkrywamy, że mimo różnych języków i historii jesteśmy do siebie zaskakująco podobni.

Im dłużej rozmawiamy, tym bardziej mam wrażenie, że „Kalevala” jest opowieścią o człowieku, nie o Finlandii.

Właśnie dlatego przetrwała. Mówi o odwadze, miłości, zazdrości, stracie, poszukiwaniu szczęścia i sensu. To doświadczenia uniwersalne. Zmieniają się czasy, ale ludzie pozostają bardzo podobni.

Hanna Ruszczyńska – finlandystka, tłumaczka i popularyzatorka kultury fińskiej. Od lat przybliża polskim czytelnikom literaturę, historię i tradycje Finlandii, współpracując z instytucjami kultury oraz uczestnicząc w projektach promujących fińskie dziedzictwo. Jest współorganizatorką Festiwalu Kalevali.

Festiwal Kalevali w Instytucie Kultury Miejskiej zaprasza zarówno dzieci, jak i dorosłych do odkrywania fińskiej kultury i mitologii. W programie znalazły się warsztaty inspirowane twórczością Mauriego Kunnasa, prowadzone przez tłumaczkę jego książek Joannę Trzcińską-Mejor, a także spotkania z Karawaną Opowieści, która przeniesie uczestników do świata fińskich legend. Nie zabraknie rozmów o „Kalevali”, warsztatów oraz wydarzeń muzycznych pokazujących, że fiński epos wciąż inspiruje współczesną literaturę i sztukę.

Festiwal KalevaliInstytut Kultury Miejskiej, Targ Rakowy 11Dzień Kalewali: 05.09 / 16.00 i 18.00ikm.gda.pl

Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).

W tym numerze