i wtedy skoczymy
Przy okazji premiery polskiego tłumaczenia „I wtedy skoczymy” - debiutanckiej powieści Gianny Lange, z autorką rozmawia Marta Pilarska. Książka ukaże się we wrześniu tego roku nakładem wydawnictwa Marpress, a swoją premierę będzie miała podczas Gdańskich Targów Książki.
Przy okazji premiery polskiego tłumaczenia „I wtedy skoczymy” – debiutanckiej powieści Gianny Lange, z autorką rozmawia Marta Pilarska. Książka ukaże się we wrześniu tego roku nakładem wydawnictwa Marpress, a swoją premierę będzie miała podczas Gdańskich Targów Książki.
Twoja książka dopiero ukazuje się po polsku, więc niewiele osób jeszcze miało okazję ją przeczytać. Gdybyś miała za zadanie napisać jej recenzję do magazynu kulturalnego i miałabyś na to trzy zdania, to co byś o niej powiedziała?
Znajomy pisarz powiedział kiedyś, że nigdy nie powinno się prosić autora o streszczenie jego własnej książki, bo trudno złapać mu konieczny dystans, ale spróbuję: Elise była matką Rosy, jej największą przyjaciółką, ale czasem i największą przeciwniczką. W obliczu nagłej śmierci matki Rosa czuje się przytłoczona i bezradna, jednak zamiast skonfrontować się ze stratą i z relacją z ojcem, postanawia wyruszyć na Wschód. Przez Berlin i Pragę dociera do Mostaru – tą samą trasą, którą kiedyś przebyła już z Elise. W drodze spotyka Emmę, która również odbywa symboliczną podróż. Dzięki niej Rosa znajduje inspirację do tego, żeby inaczej spojrzeć na pojęcie „rodziny”.
Dla mnie to książka przede wszystkim właśnie o rodzinie, nie tylko o wyjątkowej relacji matka-córka, ale o tym, że, jak mówi jedna z bohaterek, „rodziny nie da się tak po prostu wymazać”. Czy ty też czujesz, że to jedno ze zdań przewodnich twojej powieści?
Zgadzam się – to jedno z najbardziej znaczących zdań. Więzi rodzinne i to, co o nich stanowi, w ogóle jest kluczowe – nie tylko w powieści, ale również w życiu. Pochodzenie rodziny ma na nas ogromny wpływ, odczuwany od chwili narodzin i utrzymujący się znacznie dłużej, nawet w obliczu jej rozpadu czy braku. Rodzinę możemy stracić, odwrócić się od niej, wyciąć ją ze swojego życia, ale myślę, że nie da się jej tak całkiem wymazać ani zastąpić. Nie znaczy to oczywiście, że nie możemy równocześnie znaleźć miejsca na inną, nową rodzinę – taką z wyboru.
W twojej książce dużo jest niesamowitych zbiegów okoliczności. Wierzysz w znaki?
Różnie to bywa. Jestem sceptyczką, ale sam pomysł dostrzegania znaków, wiary w nie i podążania za nimi wydaje mi się tak cudownie ludzki, że część mnie chciałaby za tym pójść – to na pewno ta sama część, która ma słabość do komedii romantycznych. Czy nie byłoby miło, gdyby wszechświat naprawdę nad nami czuwał i zsyłał nam znaki właśnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy?
O Elise, jednej z głównych bohaterek twojej książki, jej mąż mówi: „uwielbiała być w drodze”. Czy dzielisz z nią to doświadczenie, ten zew podróży?
Tak, zdecydowanie. Zwłaszcza kiedy czuję się przytłoczona, ta słynna „zmiana otoczenia” wydaje się znakomitym rozwiązaniem. Nieraz dlatego, że podróżowanie po prostu daje nam czas i przestrzeń, żeby się nad czymś spokojnie zastanowić i naładować baterie. Na szczęście jednodniowy wypad czy spacer mogą działać podobnie. Jeśli zatem nie masz możliwości, żeby wyruszyć w nieznane, bo wiążą cię praca czy inne obowiązki, polecam po prostu wyjść na spacer. Dla mnie to lekarstwo na wszystko!
Zdaje się, że wszystkie drogi w tej książce prowadzą do Mostaru. Twoje opisy tego miejsca zdradzają, że jest chyba szczególnie bliskie twojemu sercu. Co cię łączy z Bośnią i Hercegowiną?
Klasyk: byłam w związku z osobą z Mostaru. To dzięki tamtej relacji odwiedziłam miasto po raz pierwszy i natychmiast się w nim zakochałam. Nie było mnie tam już dłuższą chwilę, ale bardzo chciałabym wrócić.
Jesteś tuż przed podróżą do Gdańska na rezydencję twórczą na zaproszenie Domu Literatury w Gdańsku. Czego się spodziewasz po tej wizycie?
Nie mogę się doczekać odkrywania miasta i okolicy – a przede wszystkim wybrzeża. Bliskość morza jest ogromnym plusem! Zależy mi też na wykorzystaniu tego czasu na pracę nad nową powieścią. Ponadto, chociaż to strasznie sztampowe, oczywiście chcę spróbować pierogów.
„Weź ze sobą dwie książki – mawiała Elise, kiedy pakowałyśmy się przed podróżą – jedną do czytania, drugą do pisania” – to cytat z książki. Co zabierasz ze sobą w podróż do Polski?
Zdecydowanie biorę książkę do pisania, ale do czytania będę musiała zabrać więcej niż jedną. Poza tym biorę laptopa, słuchawki, druty i szydełko. To absolutna podstawa, zwłaszcza te trzy ostatnie elementy – dzięki nim łatwiej oczyścić głowę i przełamać zastój twórczy.
Premiera najnowszej powieści z marpressowej Serii Bałtyk: „I wtedy skoczymy” Gianny Lange, w tłumaczeniu Ewy Mikulskiej-Frindo, odbędzie się 12.09 o godz. 17.00, podczas Gdańskich Targów Książki w ECS-ie.
Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).
