nr 18 · wrzesień - październik 2026 PDF Co teraz!?
Rozmowa

Lęk karmi przemoc

Magda Mucha, scenografka, kostiumografka i antropolożka, ale również wnikliwa obserwatorka życia społecznego. W swojej najnowszej pracy przygląda się mechanizmom przemocy, zastanawia się, jak stawiać jej opór i czy może zadziałać solidarność zbiorowa.

Magda Mucha, scenografka, kostiumografka i antropolożka, ale również wnikliwa obserwatorka życia społecznego. W swojej najnowszej pracy przygląda się mechanizmom przemocy, zastanawia się, jak stawiać jej opór i czy może zadziałać solidarność zbiorowa.

Pracujesz głównie w teatrach w zespołach artystycznych. Skąd potrzeba tworzenia kameralnych, autorskich form, takich jak twoje performanse?

Zauważyłam, że im jestem starsza, tym bardziej potrzebuję przestrzeni, która zależy tylko ode mnie. Bardzo ważne jest dla mnie poczucie sprawczości, świadomość, że mam coś, co jest w pełni moje i nad czym mam kontrolę. W teatrze, siłą rzeczy, moja praca jest zależna od reżyserek i reżyserów, od propozycji, które się pojawiają. To ma swoje zalety – bywa komfortowe i inspirujące – ale jednocześnie rodzi potrzebę posiadania własnego miejsca. Przez lata zbierają się obserwacje, przemyślenia, pytania. W teatrze współtworzymy wspólną opowieść, natomiast w autorskim performansie mogę mówić własnym głosem i brać pełną odpowiedzialność za to, co chcę przekazać. Zawsze miałam poczucie, że idę jakąś drogą, na której są rzeczy, które mam do zrobienia. One wynikają z moich doświadczeń, z tego, skąd pochodzę i z mojej wrażliwości.

Duże wrażenie zrobiła na mnie twoja praca „Urojenia”, którą pokazałaś na ubiegłorocznym festiwalu Narracje w dzielnicy Aniołki. Punktem wyjścia była dla ciebie historia Marii Knoblauch, z domu Müller – opowieść o jej doświadczeniu małżeńskiej przemocy okazuje się współczesna.

To było dla mnie chyba najbardziej poruszające odkrycie podczas pracy nad tym materiałem. Im głębiej wchodziłam w historię Marii, tym wyraźniej widziałam, że choć zmieniły się realia społeczne, język czy przepisy, to same mechanizmy przemocy pozostają zaskakująco podobne. To oczywiście smutna konstatacja, bo trudno mówić o „uniwersalności”, kiedy dotyczy ona przemocy. Ale właśnie dlatego ta historia wydała mi się ważna. Nie jest tylko opowieścią o kobiecie sprzed kilkudziesięciu lat, lecz staje się lustrem, w którym także dziś odbijają się doświadczenia wielu kobiet.

Pracujesz teraz nad kolejnym projektem realizowanym w ramach Stypendium Kulturalnego Fundusz Twórczy. Czym będzie „Siła oporu”?

Tym razem już nie chcę jedynie opowiadać o przemocy, ale przede wszystkim przyjrzeć się temu, jak można się jej przeciwstawić. Dużo czytam na ten temat i szukam perspektywy, z której chciałabym o tym mówić. Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi: jak nie wejść w rolę, którą próbuje narzucić nam osoba stosująca przemoc? Jak nie pozwolić zdefiniować siebie jako ofiary? Mam poczucie, że jako kobiety przez bardzo długi czas funkcjonowałyśmy właśnie w tej roli, ale obecnie coraz częściej próbujemy ją przekroczyć i odzyskać sprawczość. Interesuje mnie to, jak buduje się relacja między sprawcą a osobą doświadczającą przemocy. Chcę poszukać miejsca, w którym można zatrzymać ten mechanizm – nie przyjmować na siebie cudzych projekcji i nie pozwolić, by ktoś zdefiniował nas przez przemoc, której się dopuszcza.

Dlaczego właśnie przemoc stała się jednym z głównych tematów twoich prac?

Myślę, że ma to kilka źródeł. Kiedy pracowaliśmy nad spektaklem „Piękna Zośka” w Teatrze Wybrzeże, temat przemocy był już obecny, ale wtedy jeszcze nie dopuszczałam do siebie, jak bardzo dotyczy również mnie. Łatwiej było traktować go jako opowieść o kimś innym. Dopiero po zakończeniu tego projektu poczułam, że ten temat we mnie pracuje. Zrozumiałam, że dotyczy także mojej własnej rodziny, jej kobiet z poprzednich pokoleń i myślę, że podobne doświadczenia ma wiele osób. Przemoc jest głęboko wpisana w naszą kulturę. Od dawna towarzyszyło mi pytanie: po co jestem w tej rodzinie? Co zostało mi przekazane i co mogę z tym zrobić? Mam poczucie, że kolejne projekty prowadzą mnie właśnie w stronę tych pytań i pozwalają coraz odważniej szukać na nie odpowiedzi.

Jak wyobrażasz sobie tę pracę od strony formalnej?

Planuję cykl działań performatywnych w przestrzeni publicznej. Ważnym elementem będzie kostium – nie jako dekoracja, lecz narzędzie działania. Myślę o nim jak o mobilnej instalacji, która symbolicznie pozwala odzyskać przestrzeń tam, gdzie często próbuje się ją odebrać. Mam już sprecyzowane scenariusze i tropy, którymi chcę iść. Jednym z nich są gesty ochronne i codzienne strategie bezpieczeństwa: siadanie blisko kierowcy, wybieranie oświetlonych ulic czy trzymanie kluczy w dłoni. To drobne odruchy, które z jednej strony mają nas chronić, z drugiej pokazują, że nie czujemy się w jakiejś przestrzeni publicznej swobodnie. Drugim ważnym wątkiem będą doświadczenia osób migrujących i narastająca wobec nich agresja w Polsce. Wraca też temat codziennych doświadczeń kobiet w komunikacji miejskiej – natarczywych spojrzeń, seksualizowania ciała i poczucia bycia obserwowaną. Ten projekt nie jest już tylko o przemocy, ale przede wszystkim o wolności, o prawie każdego człowieka do obecności w przestrzeni publicznej bez lęku.

Zastanawiasz się nad źródłami przemocy?

Mam wrażenie, że przemoc – oprócz tego, że towarzyszy ludzkości od początku jej dziejów – często rodzi się z nieumiejętności wzięcia odpowiedzialności za własne życie, za decyzje, porażki i własne wybory. Jako społeczeństwo lubimy szukać winnych, a przemoc staje się wygodnym narzędziem używanym wobec nich. Nie wymaga wysiłku ani refleksji, pozwala szybko przejąć władzę i odebrać komuś godność czy poczucie bezpieczeństwa. Uświadomiłam sobie, że przewaga osób dążących do dominacji często nie wynika z ich siły, lecz ze strachu innych. Zrozumiałam, że najistotniejsze jest niedopuszczenie do tego, by lęk organizował nasze życie.

Co by się stało, gdyby role się odwróciły i osoba stosująca przemoc sama doświadczyła niesprawiedliwości, bezradności czy wykluczenia?

Myślałam o tym w kontekście jednego z performansów. Interesuje mnie sytuacja, w której nagle to inność staje się większością i chciałabym na chwilę zaburzyć ten porządek. Zmylić odbiorców, wytrącić ich z poczucia bezpieczeństwa, pokazać im świat z drugiej strony. Żeby choć przez moment mogli poczuć, jak to jest być tym, kto odstaje, kto nie należy do większości, kto musi nieustannie mierzyć się z cudzym spojrzeniem czy oceną.

Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).

W tym numerze