Numer dziewięć: Siedlce. Open House Gdańsk
Idziemy pod górę. Wysoko, wyżej. Ulica się nie kończy, a jej odnogi odbijają na lewo i prawo, wiją się dalej, wzwyż. Tak właśnie zaczyna się historia dziewiątej edycji Open House Gdańsk.
Idziemy pod górę. Wysoko, wyżej. Ulica się nie kończy, a jej odnogi odbijają na lewo i prawo, wiją się dalej, wzwyż. Wydaje się, że wszystko wydarza się wzdłuż Kartuskiej, że to ona ustawia dzielnicę. I w pewnym sensie tak jest, jednak dopiero po zejściu z głównego traktu zaczynamy rozumieć, na czym polega fenomen Siedlec. Tak właśnie zaczyna się historia dziewiątej edycji Open House Gdańsk.
Open House Gdańsk, czyli coroczny festiwal architektury i miasta, siostrzana edycja sześćdziesięciu innych, rozsianych po całym świecie i zrzeszonych pod nazwą Open House Worldwide. To, że Gdańsk dołączył do tego grona, świadczy o wyjątkowości jego zasobów – tych zbudowanych i tych kulturowo-społecznych. Każdej jesieni wybrana dzielnica-bohaterka przyciąga tłumy osób poszukujących zachwytów i zaskoczeń, odkrywania, zawiązywania relacji. Formuła festiwalu daje im to wszystko poprzez wizyty w miejscach prywatnych i publicznych, niekiedy po prostu dziwnych, pracowniach; tematyczne spacerowanie z przewodnikami; wykłady, rozmowy i warsztaty pogłębiające wątki wplecione w dzielnicę; filtrowanie tutejszości przez narzędzia artystyczne. Przedsięwzięcie każdorazowo odbywa się za sprawą dofinansowania Miasta Gdańska. W tym roku festiwal otrzymał wsparcie pozwalające na realizację trzech kolejnych edycji. Zaczynamy od Siedlec, w których OHG osiądzie między 9 a 11 października.
Mówi się, że na Siedlcach żyje się dobrze. Sąsiadują ze Śródmieściem, które przy tej akurat krawędzi wycisza swoje intensywne życie za sprawą dostojnych gmachów sądowych, szpitala oraz urzędu. Bufor chroni Siedlce przed napływem turystów polujących na łatwo dostępną rozrywkę. Zanim stały się jedną z oficjalnych dzielnic miasta, należały do bogatych rodzin gdańskich – bywały miejscem letniego wypoczynku, służyły jako grunt dla winnic. Dziś skojarzenia z idyllą przychodzą na myśl, kiedy przechadzamy się u stóp wzgórza porośniętego zielenią do granic możliwości, pomiędzy architekturą niską i pierzejową, czując pod stopami bruk. Współczesne Siedlce to opowieść pozszywana z niejednolitych fragmentów. Przy ulicy Kartuskiej znajduje się przykład architektury robotniczej z końcówki lat dwudziestych XX wieku, zbudowanej z troską o godność i jakość życia mieszkańców. Głębiej, przy Ojcowskiej, wije się z kolei osiedle domów szeregowych, jedno z najbardziej charakterystycznych w Gdańsku. Gdzieniegdzie ostały się przedwojenne wille. Pomiędzy nimi schody, mnóstwo schodów – a dzięki temu również malownicze perspektywy i kuszące przesmyki. Będąc na Siedlcach, wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć nakładające się na siebie plany z kamienicami, pawilonami handlowymi, garażami, ogrodami, dumnym socrealizmem oraz pokaźnymi blokami ramującymi krajobraz. Dzielnica wytwarza się nieustannie z tego, co historyczne, i z tego, co najbardziej aktualne. Z opowieści o artystach i politykach, o życiu w centrum i na obrzeżu. Kształtuje się wzdłuż porzuconych torów tramwajowych i pomiędzy warstwami tynku, wokół nieużywanego już magla. Na wszystko jest tu miejsce i wszystko zdaje się być na miejscu.
Nie zdziwcie się jednak, jeśli festiwalowe punkty programu zaprowadzą was poza administracyjne granice Siedlec – ku Śródmieściu lub Wzgórzu Mickiewicza. Nic bowiem w miejskości nie istnieje poza kontekstem, a tym bardziej dzielnica. Przewodnikami po tej edycji Open House Gdańsk będą osoby znające Siedlce od podszewki, zamieszkujące je lub działające na ich obszarze. Spodziewajcie się też głosów eksperckich, badających sensoryczne, artystyczne i kulturowe wątki obecne na tym terenie. Do zobaczenia w siedleckich wnętrzach!
Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).
