nr 18 · wrzesień - październik 2026 PDF Co teraz!?
Film

Spodziewajcie się wszystkiego. KinoPort powrócił w wielkim stylu

O chodzeniu do kina rozmawiam z Łukaszem Laskowskim, kuratorem programu KinoPortu w GCSW, współtwórcą podcastu „Podwójne uderzenie”. Jest człowiekiem z misją, kocha kino i chce tą miłością zarażać. To co, idziemy na seans?

O chodzeniu do kina rozmawiam z Łukaszem Laskowskim, kuratorem programu KinoPortu w GCSW, współtwórcą podcastu „Podwójne uderzenie”. Jest człowiekiem z misją, kocha kino i chce tą miłością zarażać. To co, idziemy na seans?

DKF-y umarły śmiercią gwałtowną czy naturalną?

Myślę, że to była naturalna śmierć. Kiedy na studiach próbowałem rozkręcać taką inicjatywę, usłyszałem od jednego z profesorów, że ludzie dzisiaj nie chcą rozmawiać o filmach. Teraz bardziej chcemy kontaktu z innymi, bo rozdziela nas internet. Odkąd stworzyłem ze znajomymi filmowy podcast „Podwójne uderzenie”, widzę wyraźnie, że tak jest.

Ludzie w ogóle chcą rozmawiać.

Mam taką grupkę znajomych – chodzimy razem do kina. Jak zapraszam nowe osoby, to często mówią „ja się nie znam na filmach”. Nie trzeba się znać. Wolę czasami rozmawiać z ludźmi, którzy nie są po filmoznawstwie, bo takie rozmowy nie są konkursem przechwalania się wiedzą.

To mogą być po prostu rozmowy o życiu.

Lubię szukać w filmach odniesień do innych produkcji, ale czasem umykają mi ich związki z codziennym życiem. Dlatego rozmowy z innymi widzami są dla mnie tak cenne – potrafią pokazać zupełnie inną perspektywę i wzbogacić odbiór. Stąd wziął się pomysł na podcast i potrzeba wyjścia do ludzi. Regularnie prowadzimy prelekcje w Gdyńskim Centrum Filmowym i kinie Spektrum, a jako kurator KinoPortu organizuję je także tam. Staram się jednak mówić tylko tyle, ile trzeba, żeby wprowadzić widzów w seans. Nie jestem zwolennikiem zapowiedzi, które zdradzają fabułę.

W KinoPorcie regularnie prowadzisz prelekcje, podpowiadasz, jak zrozumieć filmy.

KinoPort jest małym kinem – sala mieści czterdzieści osób. Moją ideą jest, żeby był to klub filmowy, gdzie można obejrzeć produkcje, które już zeszły z afisza albo na które nie ma miejsca w kinach komercyjnych. Lubię szperać w katalogach dystrybutorów. Udało się zorganizować mini przegląd Joachima Triera. Super jest opowiedzieć o kulisach powstawania – skąd się wziął dany twórca, co dany film oznacza dla gatunku. Tak było przy „Following” Christophera Nolana. Opowiadałem o tym, że jego debiut, zrealizowany za sześć tysięcy dolarów, jest wzorcem każdego kolejnego filmu reżysera.

Widzowie dopisują?

KinoPort ma swoją wierną publiczność. Regularnie odwiedzają nas mieszkańcy Nowego Portu, często widzę te same twarze. Widzę też nowe, mamy zróżnicowaną widownię i dlatego zależy mi na urozmaiconym repertuarze. Największą satysfakcję daje mi jednak sytuacja, gdy pokazuję film, który pozornie mógłby nie trafić w gust odpowiedniej grupy, a po seansie widzowie zostają, by o nim porozmawiać. Jesienią uruchamiamy cykliczne spotkania na wzór DKF-u. Staramy się także o członkostwo w Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, co ułatwi dostęp do kopii filmów. Chciałbym, żeby w KinoPorcie można było spodziewać się wszystkiego – zarówno kina popularnego, jak i arthouse’owego. Zależy mi również na pokazaniu, że w kinie gatunkowym, często niesłusznie uznawanym za mniej wartościowe, kryje się wiele prawdziwych artystycznych perełek.

Budynek, w którym mieści się KinoPort, jak i jego otoczenie – zobowiązują. Profesor Jacek Dominiczak, tworząc koncepcję wnętrz, chciał tu dialogu człowieka i architektury. Dodatkowo jesień w Nowym Porcie to bardzo filmowa sceneria.

Zdecydowanie. Moi znajomi, którzy nigdy wcześniej nie byli w KinoPorcie, często reprezentują stereotypowe myślenie o tej dzielnicy, a kiedy przyjeżdżają, są zdziwieni, że jest tu tak spokojnie i cicho. Można odpocząć, poczuć klimat. To również traktuję jak misję – tę zmianę myślenia. A wracając do misji i kina: na jesień planuję start cyklu spotkań „Kino Misja”, który nawiązuje do wcześniejszego tutejszego cyklu „Kino Pasja”. Wierzę w pokazywanie filmów kultowych i ważnych na dużym ekranie, bo oglądanie w domu kontra w kinie to dwa zupełnie różne doświadczenia.

Misterium seansów kinowych! Skrzypiące krzesło, kiedy nie chcesz się poruszyć, żeby nie przeszkadzać innym.

Dokładnie, nie ma rozpraszaczy. Ja na przykład lubię oglądać horrory w kinie, bo w domu człowiek się bardziej boi. Dom jest miejscem bezpiecznym, więc gdy oglądam film stymulujący poczucie niebezpieczeństwa, jest dziwnie. W kinie zawsze można sobie przypomnieć: „hej, to tylko film!”.

Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).

W tym numerze