Surrealistyczna wizja świata
W galerii Zielona Brama prezentowane są najbardziej osobiste i najmniej znane prace Zofii Rydet. Cykl „Świat uczuć i wyobraźni” to opowieść o lęku, pamięci, miłości i wojennej traumie, która dziś wybrzmiewa z zaskakującą siłą. O wystawie i niezwykłej twórczości fotografki opowiada jej kurator Karol Hordziej.
W galerii Zielona Brama prezentowane są najbardziej osobiste i najmniej znane prace Zofii Rydet. Cykl „Świat uczuć i wyobraźni” to opowieść o lęku, pamięci, miłości i wojennej traumie, która dziś wybrzmiewa z zaskakującą siłą. O wystawie i niezwykłej twórczości fotografki opowiada jej kurator Karol Hordziej.
Czy Zofia Rydet miała wykształcenie artystyczne? Podobno zanim została fotografką, uczyła gospodynie robienia przetworów.
Nie, nie miała formalnego wykształcenia artystycznego. Przed wojną marzyła o studiach malarskich na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wygrał jednak pragmatyzm i choć pochodziła z zamożnej, inteligenckiej rodziny, ostatecznie ukończyła żeńską szkołę gospodarstwa w Snopkowie pod Lwowem. Była to prestiżowa szkoła przeznaczona dla panien z dobrych domów, przygotowująca je przede wszystkim do prowadzenia domu i zarządzania majątkiem. Droga, którą wybrali jej rodzice, była więc bardzo odległa od artystycznych aspiracji i studiów na Wydziale Malarstwa.
A co wiemy o losach Rydet w czasie II wojny światowej?
Wiadomo, że wojna odcisnęła na niej ogromne piętno. Jej rodzina mieszkała na Kresach Wschodnich – terenach, przez które wielokrotnie przechodził front i które były naznaczone brutalną przemocą i masowymi zbrodniami. W jednej z nielicznych wypowiedzi Zofia Rydet wspominała, że była świadkiem egzekucji chłopca na ulicy. Można przypuszczać, że doświadczyła i widziała znacznie więcej. Ślady tych wojennych doświadczeń wielu badaczy dostrzega w cyklu „Świat uczuć i wyobraźni”.
Kiedy właściwie zaczęła zajmować się fotografią?
Jako świadoma fotografka zaczęła działać już po wojnie. Gdy jej rodzina osiedliła się w Rabce, Zofia Rydet zamieszkała w Bytomiu, gdzie prowadziła sklep papierniczo-zabawkarski „Kameleon”. Właśnie wtedy kupiła swój pierwszy aparat fotograficzny marki Exakta. Bohaterami jej zdjęć były dzieci zaglądające przez witrynę sklepu, z nosami przyciśniętymi do szyby wpatrujące się w zabawki. Od samego początku fotografowała bardzo intensywnie i wysyłała swoje prace na liczne konkursy i przeglądy fotograficzne. Była to zapewne zarówno chęć zaistnienia, jak i sposób na sprawdzenie wartości własnej twórczości. Brała udział nie tylko w konkursach krajowych, ale także międzynarodowych, m.in. w Japonii, Kanadzie, Indiach czy Bangladeszu. Jej fotografie były nagradzane i prezentowane na wystawach pokonkursowych.
Zofia Rydet zaczęła fotografować stosunkowo późno, a do tego weszła do środowiska zdominowanego przez mężczyzn. Jak udało jej się zaistnieć jako artystce?
To jeden z paradoksów jej biografii. Z jednej strony wojna była dla rodziny ogromną tragedią, gdyż utracili majątek i pozycję społeczną. Z drugiej, właśnie ta zmiana pozwoliła Zofii Rydet wyemancypować się i zająć fotografią. Zaczynała po czterdziestce jako osoba dojrzała, o silnym charakterze i własnej wizji. Wchodząc do zdominowanego przez mężczyzn środowiska fotograficznego, wiedziała już, o czym chce opowiadać. Kluczową rolę w jej rozwoju odegrało Gliwickie Towarzystwo Fotograficzne, miejsce intensywnej wymiany myśli i samokształcenia. Rydet ukończyła także kurs fotograficzno-artystyczny w Katowicach, prawdopodobnie jedyny formalny etap swojej edukacji artystycznej. Do Gliwic przyjeżdżali wybitni krytycy, m.in. Urszula Czartoryska, a fotografowie przywozili z zagranicy albumy, publikacje i nowe idee. Ponieważ Rydet nie założyła rodziny, jej mieszkanie często stawało się miejscem spotkań i dyskusji. Można powiedzieć, że właśnie tam odbywała się jej najważniejsza edukacja artystyczna.
Cykl prezentowany w Zielonej Bramie powstał pod koniec lat sześćdziesiątych.
Tak, choć jego datowanie przez lata było błędne. Dzięki kwerendzie archiwalnej udało się ustalić, że cykl powstawał w latach 1968-1975. Rok 1968 wyznacza pierwszy publiczny pokaz fotomontaży Zofii Rydet z serii „Obsesje”, która później stała się częścią „Świata uczuć i wyobraźni”. Pierwszym formatem pokazywania tego cyklu była diaporama, czyli pokaz slajdów, któremu towarzyszyła muzyka.
Czy „Świat uczuć i wyobraźni” można uznać za najbardziej osobisty i intymny cykl Zofii Rydet? Pojawia się w nim wiele motywów związanych z lękiem, samotnością, pamięcią czy macierzyństwem. Na ile jest to opowieść autobiograficzna?
Tak go właśnie odbieram. Spośród wszystkich projektów Zofii Rydet to właśnie w tym cyklu najwięcej jest śladów jej własnych doświadczeń, choć nie są one przedstawione wprost. Oczywiście nie należy odczytywać tych prac dosłownie jako zapisu biograficznego, ale wydaje się, że właśnie tutaj najpełniej ujawnia się jej wewnętrzny świat. Pracując nad jej wystawą w MuFo w Krakowie, od początku miałem skojarzenie z twórczością Stanisława Lema. Co ciekawe, nie byłem jedyną osobą, która dostrzegła to podobieństwo. W obu przypadkach mamy do czynienia z próbą zmierzenia się z ludzkimi lękami, pamięcią i wyobraźnią. Kiedy przeczytałem biografię Stanisława Lema autorstwa Wojciecha Orlińskiego, to skojarzenie jeszcze się umocniło. Oboje pochodzili z Kresów, doświadczyli wojny i bardzo rzadko mówili o swoich traumach. To nie jest opowieść o wojnie wprost, lecz próba wyrażenia lęku i doświadczeń, których nie da się łatwo nazwać. Sama Rydet mówiła, że jest to cykl o lęku, który towarzyszy człowiekowi przez całe życie, i o miłości jako jedynej odpowiedzi na ten strach.
Na czym polegała technika tworzenia fotokolaży, stosowana przez Zofię Rydet?
To była bardzo oryginalna metoda, ponieważ wszystkie kolaże powstawały wyłącznie z jej własnych fotografii. W przeciwieństwie do wielu artystów korzystających z wycinków prasowych czy znalezionych obrazów, Rydet sama fotografowała każdy element, który później wykorzystywała w kompozycjach. Najpierw wykonywała odbitki, wycinała z nich poszczególne motywy i układała na innej odbitce nowy obraz. Gotowy kolaż ponownie fotografowała, dzięki czemu znikały ślady cięcia i powstawała spójna, iluzjonistyczna kompozycja, którą można było wielokrotnie powielać. Nie chodziło o eksponowanie samego obiektu, ale o wykreowanie świata, który wciąga widza i pozwala mu zanurzyć się w jego materię. Co ciekawe, sama mówiła, że najpierw rodziła się w jej głowie wizja obrazu, a dopiero później szukała elementów potrzebnych do jej zbudowania. Wyobrażam sobie, że ktoś mógłby zobaczyć starszą panią fotografującą pomniki na cmentarzu, nie wiedząc, że ona właśnie znalazła fragment do kolejnej surrealistycznej kompozycji.
Dlaczego Zofia Rydet kojarzona jest dziś przede wszystkim z „Zapisem socjologicznym”, a nie z tak niezwykłym cyklem jak „Świat uczuć i wyobraźni”?
„Świat uczuć i wyobraźni” nigdy nie był dziełem zapomnianym, był pokazywany i opisywany przez krytyków oraz wydany w formie książki. Myślę jednak, że przez wiele lat brakowało języka pozwalającego właściwie go odczytać. „Zapis socjologiczny” był łatwiejszy do interpretacji, uporządkowany i konceptualny. Natomiast „Świat uczuć i wyobraźni” wydawał się zbyt emocjonalny i surrealistyczny, przez co bywał traktowany jako projekt mniej poważny. Teraz odbieramy go inaczej. W świecie niepewności i wielu kryzysów jego tematy wybrzmiewają znacznie mocniej. Zbiegło się to również z ponownym zainteresowaniem surrealizmem i poszerzaniem jego definicji. Myślę, że po prostu nadszedł właściwy moment, by ten cykl odkryć na nowo. Sam, gdy po raz pierwszy pracowałem z archiwum Zofii Rydet w 2008 roku, traktowałem go jako projekt poboczny. Dziś uważam, że to jedno z jej najważniejszych i najbardziej poruszających dzieł.
09.06-27.09, Zofia Rydet / Świat uczuć i wyobraźni, Muzeum Narodowe w Gdańsku / Oddział „Zielona Brama”, kurator: Karol Hordziej
Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).
