Teatr to wrażliwa maszyna
O tym, dlaczego edukacja kulturalna zaczyna się już w przedszkolu, z Celiną Zboromirską-Bieńczak, nową dyrektorką Teatru Miniatura, rozmawia Diana Lenart.
Od ponad dwudziestu lat organizuje życie teatru od kuchni. Studiowała teatrologię i zarządzanie kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracowała w Teatrze Wybrzeże, Europejskim Centrum Solidarności, Operze Bałtyckiej i Biurze Prezydenta Gdańska ds. Kultury. W 2020 roku została zastępczynią dyrektora Teatru Miniatura, a od września pokieruje sceną jako dyrektorka. O tym, dlaczego edukacja kulturalna zaczyna się już w przedszkolu i co sprawia, że po tylu latach teatr wciąż ją zachwyca, z Celiną Zboromirską-Bieńczak rozmawia Diana Lenart.
Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z teatrem?
Moje pierwsze wspomnienia teatralne są z przedszkola. Miałam szczęście spotkać wspaniałą wychowawczynię, Panią Krysię, z którą mam kontakt do dziś. Wtedy nikt nie mówił o edukacji teatralnej ani o pedagogice teatru, a my to praktykowaliśmy z nią na co dzień. Przygotowywaliśmy przedstawienia z kostiumami i piosenkami, graliśmy dla rodziców. To wtedy narodziło się we mnie marzenie, żeby patrzeć na świat przez pryzmat performatywności. Wychowałam się też na słuchowiskach „Radia Dzieciom” i płytach gramofonowych.
A później przyszła szkoła.
I zderzenie z rzeczywistością. Trafiłam do ogromnej szkoły na gdańskiej Zaspie, usadzono mnie w ławce i okazało się, że są reguły, hierarchia i porządek. Dopiero w starszych klasach polonistka zaczęła organizować z nami przedstawienia na szkolnych korytarzach. To był powrót do dziecięcej wolności.
Kiedy teatr stał się czymś więcej niż szkolną przygodą?
W liceum. W Gdańsku działało wtedy Centrum Edukacji Teatralnej prowadzone przez Macieja Nowaka. Organizowali zimowiska teatralne w Krakowie i Warszawie. Oglądaliśmy po dwa spektakle dziennie, uczestniczyliśmy w warsztatach i spotkaniach z twórcami. Przez kilka lat zobaczyłam to, co w polskim teatrze było najważniejsze. To było marzenie o innym świecie i doświadczenie, które właściwie zadecydowało o mojej dalszej drodze. A Maciej Nowak jest dla mnie zawodowo najważniejszą osobą do dziś.
Dziś sama odpowiadasz za teatr dla dzieci. Jak zmieniło się twoje myślenie o edukacji?
Nie zmieniło się. Wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że zaczyna się bardzo wcześnie. I zarówno w teatrze, i w życiu jest niezwykle istotna. W Operze Bałtyckiej stworzyliśmy ścieżkę edukacyjną „od niemowlaka do seniora”, m.in. z „Operą na start” dla najmłodszych. Najpierw z artystami Opery i edukatorami uczyliśmy się metod i teorii, jak pracować z niemowlętami, by potem przygotować warsztaty w pełni angażujące dzieci i rodziców. To doświadczenie wróciło później ze mną do Miniatury. Edukacja nie polega na uczeniu dzieci, jak zachowywać się w teatrze ani na pokazywaniu kulis czy magazynów kostiumów. Najważniejsze jest rozwijanie ciekawości, uważności i odwagi spotkania ze sztuką. Stwarzanie przestrzeni do współdziałania, rozwoju i budowania poczucia sprawczości. A także do rozmowy na często bardzo trudne dla młodych ludzi tematy. Zespół edukacji Miniatury, z którym bardzo ściśle pracuję, jest unikatowy w polskim teatrze, nie tylko lalkowym, po sześciu latach wspólnych działań widzę bardzo wyraźnie, że udało się nam wpłynąć na rozwój i zaangażowanie naszych widzów. I to będziemy kontynuować.
Po tylu latach teatr nadal cię zaskakuje?
Cały czas. Za każdym razem, kiedy podnosi się kurtyna, mam dreszcz emocji. Nadal najbardziej interesuje mnie to, co dzieje się za kulisami. Każdy spektakl i każda publiczność są inne. Myślę, że właśnie ta niepowtarzalność sprawia, że teatr wciąż mnie wzrusza.
Co dziś najbardziej cię w nim fascynuje?
To, że jest pracą wielu ludzi. Kiedy o dziesiątej rano na widowni Miniatury siada ponad dwieście osób, wszystko musi zadziałać. W najmniejszym szczególe, od sceny przez kulisy, po foyer. To ogromna odpowiedzialność. Gramy ponad trzysta spektakli w sezonie dla około pięćdziesięciu tysięcy widzów. W weekend gramy często trzy razy dziennie. Ta maszyna musi być sprawna, ale jednocześnie nie może stracić wrażliwości.
To jest przepis na dobry teatr?
Nie ma jednego przepisu. Najważniejsza jest wzajemność – między twórcami a publicznością. Teatr wydarza się tylko wtedy, kiedy spotykają się ludzie. To właśnie najbardziej mnie w nim interesuje.
Jakie jest dziś twoje najważniejsze zadanie?
Modernizacja siedziby Miniatury. Jesteśmy jedynym teatrem lalkowym w Gdańsku, a nasz budynek jest jedną z ostatnich miejskich instytucji kultury, która wciąż czeka na kompleksowe dostosowanie do współczesnych standardów zarówno architektonicznych, dostępnościowych, jak i technologicznych. Jeżeli mówimy o możliwościach technicznych prezentowanych tu spektakli, a także o dobrostanie dzieci i młodzieży, musimy zadbać o miejsce, w którym spędzają czas. To dotyczy również ludzi, którzy tu pracują.
Jesteś cierpliwa?
Zdecydowanie. Przez całe życie uczestniczyłam w długich procesach i wiem, że na dobre rzeczy czasem trzeba poczekać. Ale nie odpuszczam.
Mam wrażenie, że z jednej strony jesteś bardzo konkretna, a z drugiej pozostajesz w świecie wyobraźni.
Przestrzeń teatralna jest dla mnie azylem, miejscem, w którym czuję się swobodnie i po prostu bardzo szczęśliwa. Moja mama wcześnie to zauważyła, kiedy jako trzylatka po raz setny słuchałam tej samej bajki na winylu. Budowałam wtedy całe światy z lalek i przypadkowych przedmiotów, jeszcze zanim pierwszy raz trafiłam do prawdziwego teatru. Jestem jej ogromnie wdzięczna, że zawsze ten świat przede mną otwierała.
Pamiętasz tę bajkę?
To był „Piotruś Pan”. Ale najbardziej kochałam – i jednocześnie bardzo się bałam – „Czarodziejskiego młyna” Aliny i Jerzego Afanasjewów. Dzisiaj myślę, że właśnie takie historie najmocniej rozwijają dziecięcą wyobraźnię. Nie traktują młodego widza protekcjonalnie.
Co chciałabyś pokazać na deskach Miniatury?
To chyba nie będzie zaskakujące. Marzę o nowej inscenizacji „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren. To książka mojego dzieciństwa, która nauczyła mnie, czym są wspólnota, przyjaźń i relacje. Literatura skandynawska dla dzieci jest mi bardzo bliska.
Tekst ukazał się w numerze 18 (wrzesień - październik 2026).
